-

telok : Wy tam telok nie kombinujcie i filozofa żałosnego z siebie nie róbcie

Rewolucja październikowa kabaretowa?

Muszę przyznać, że jak to czytałem to miałem niezły ubaw. No śmiech jednak mi jakoś przeszedł a po chwili i ogarnęła mnie groza. Wstęp jest jak myślę odpowiedni, więc teraz może pozwolę sobie zacytować opowieść.

„Kierenski przebywał w Sztabie Generalnym, zaprzątnięty złymi wiadomościami. O dziewiątej uświadomił sobie wreszcie, że jedynie oddziały frontowe mogą ocalić Piotrogród i tylko on może je wezwać. Ale nie mógł znaleźć samochodu, dopóki jego ludzie nie zarekwirowali Renaulta z ambasady amerykańskiej i niezgrabnej limuzyny Pierce Arrow. Pozostawiając swój rząd na nadzwyczajnym posiedzeniu w Pałacu Zimowym, Kierenski wyjechał z miasta.

W Smolnym trwały przygotowania do otwarcia Zjazdu, lecz Pałac Zimowy nie został jeszcze zajęty ani nawet otoczony. Pałac pozostawał siedzibą rządu, strzeżoną przez czterystu kadetów, kobiecy batalion uderzeniowy i kilka szwadronów kozaków. Jakiemuś fotografowi udało się przekonać kilka kobiet do pozowania na barykadzie. „Wszystko to sprawiało operowe i komiczne wrażenie” – stwierdziła Amerykanka, dziennikarka Louise Bryant, która z innymi reporterami śledziła wydarzenia tego dnia. Na zewnątrz, zdumiewająco powoli, bolszewicy gromadzili siły. Obradujący wewnątrz ministrowie byli – jak przeczuwał minister sprawiedliwości Malantowicz – „ludźmi skazanymi, opuszczonymi przez wszystkich, miotającymi się w gigantycznej pułapce”.

Lenin, Trocki, Stalin, Jenukidze i młody Mołotow zaczęli dyskutować o nowym rządzie po formalnym posiedzeniu KC: musieli zdecydować, jak go nazwać. Lenin chciał uniknąć piętna kapitalistycznych „ministrów” – jego zdaniem był to „podły, wyświechtany tytuł”. Zaproponował „komisarzy”.

– Komisarzy mamy już wielu – powiedział Trocki. – A może „komisarze ludowi”? „Rada Komisarzy Ludowych” z przewodniczącym zamiast premiera[*181].

– To wyśmienite! – ucieszył się Lenin. – Z daleka pachnie rewolucją!

Nawet w takim momencie nie obeszło się bez pokazów taktycznej skromności, ascetycznego wyrzeczenia, będącego częścią bolszewickiej kultury. Lenin zaproponował Trockiego na premiera. Ale Żyd nie mógł być premierem rosyjskiego rządu. Trocki odmówił, upierając się, że powinien nim zostać Lenin. To prawdopodobnie Lenin zaproponował Stalina na stanowisko ludowego komisarza do spraw narodowościowych. On też skromnie odmówił, tłumacząc, że nie ma doświadczenia i jest zbyt zajęty w KC, że z przyjemnością pozostanie po prostu pracownikiem partyjnym, jak Jenukidze opowiadał później Sagiraszwilemu. Zapewne na tę właśnie uwagę Stalina Lenin zareagował wybuchem śmiechu:

– Czy myślisz, że ktokolwiek z nas ma w tym doświadczenie?

Lenin nalegał, dopóki Stalin nie przyjął swojej pierwszej prawdziwej posady od czasu, gdy pracował jako meteorolog w tyfliskim obserwatorium siedemnaście lat wcześniej. Nie wyglądało to poważnie: niektórzy z członków KC potraktowali to formowanie rządu po prostu jako żart.

Kiedy drzwi bolszewickiej kwatery głównej otworzyły się, „uderzył stamtąd strumień zatęchłego powietrza i dymu tytoniowego”, a John Reed zobaczył na chwilę „niechlujnych ludzi pochylonych nad mapą w blasku przyćmionego światła elektrycznego...”. Ale Pałac nadal nie został zajęty[1].

* * *

Lenin nie posiadał się z wściekłości. Trocki i KWR rozkazali twierdzy Pietropawłowskiej przygotować się do zbombardowania Pałacu zza Newy, lecz okazało się, że jest tam zaledwie sześć dział. Pięciu z nich nie czyszczono od miesięcy, tylko jedno było sprawne. Oficerowie powiedzieli bolszewikom, że działa nie nadają się do użytku. Komisarze, nie zdając sobie sprawy, że działa wymagają jedynie czyszczenia, rozkazali marynarzom wytoczyć na pozycje kilka lekkich trzycalowych dział ćwiczebnych, ale dowiedzieli się, że brakuje trzycalowych pocisków i w dodatku działa nie mają celowników. Dopiero późnym popołudniem odkryli, że ciężkie działa trzeba po prostu oczyścić.

Tymczasem w Smolnym Lenin szalał z gniewu. „Masywna fasada jarzyła się światłami [...]. Ogromny samochód pancerny słoniowego koloru, z dwiema czerwonymi flagami powiewającymi nad wieżyczką, wytoczył się ociężale z wyjącą syreną [...]. Długie, skąpo oświetlone korytarze rozbrzmiewały grzmotem kroków, nawoływań, krzyków” żołnierzy „w znoszonych, brudnych szynelach” i uzbrojonych robotników „w czarnych bluzach”. Od czasu do czasu zbiegał ze schodów któryś z przywódców.

Gabinet Kierenskiego wciąż obradował w Pałacu Zimowym, ale Lenin nie mógł dłużej odwlekać swojego pierwszego wystąpienia przed Radą. O trzeciej po południu Trocki go zapowiedział. Lenin domagał się władzy. Kiedy wrócił do pokoju 36, Pałac jeszcze nie padł.

Lenin miotał się po swoim małym gabinecie „jak lew w klatce. W.I. [Lenin] klął, krzyczał. Potrzebował Pałacu Zimowego za wszelką cenę” – wspominał Nikołaj Podwojski z KWR – był gotów nas rozstrzelać!”. Kiedy schwytano kilku oficerów, „niektórzy towarzysze w Smolnym”, a wśród nich prawdopodobnie Lenin, chcieli ich rozstrzelać, aby zniechęcić pozostałych. Zawsze przejawiał skłonność do rozlewu krwi jako najlepszej metody rozwiązywania problemów.

O szóstej po południu w Pałacu kadeci, którzy przez cały dzień nic nie jedli, postanowili opuścić swoje posterunki i pójść na obiad. Kozacy też odeszli, zdegustowani „Żydami i ladacznicami” z rządu. To samo zrobiła część kobiet z batalionu uderzeniowego.

Komedia bolszewickich pomyłek trwała nadal: sygnałem do szturmu na Pałac miała być czerwona latarnia wywieszona na maszcie flagowym twierdzy Pietropawłowskiej. Kiedy jednak nadszedł ten wielki moment, nie dało się wywiesić czerwonej latarni, ponieważ nikt nie mógł takiej znaleźć. Bolszewicki komisarz sam musiał wyruszyć na poszukiwania. Wreszcie znalazł latarnię, ale miała niewłaściwy kolor. Co gorsza, zabłądził w ciemnościach i wpadł do latryny. Kiedy się stamtąd wygrzebał, nie mógł wywiesić latarni, czerwonej ani żadnej innej. Sygnału nie nadano.

Wreszcie, o szóstej trzydzieści 25 października, bolszewicy rozkazali krążownikom Aurora i Amur popłynąć w górę rzeki. Wystosowali ultimatum: „Rząd i wojsko mają skapitulować. Ultimatum upływa o 7.10, po czym natychmiast otworzymy ogień”. Nadeszła godzina wygaśnięcia ultimatum.

* * *

Nic się nie stało. Szturm opóźniła niezwykła próba powstrzymania bolszewickiej rewolucji, na przekór gorączkowym rozkazom Lenina i Trockiego.

Burmistrz Piotrogrodu, białobrody Grigorij Szrajder, który debatował w Radzie Miejskiej, jak zapobiec bombardowaniu Pałacu, nieoczekiwanie zaofiarował się wystąpić osobiście w obronie rządu. Poparli go rajcy miejscy. I tak oto czcigodny burmistrz, rajcy i minister aprowizacji, Siergiej Prokopowicz, elegancko ubrani burżuje w płaszczach z aksamitnymi kołnierzami, frakach i zegarkach na łańcuszku, pomaszerowali ulicami niczym pingwiny na paradzie. Żaden z nich nie był uzbrojony, jeśli nie liczyć parasola, latarni i salami – kolacji dla obrońców Pałacu. Najpierw udali się do Smolnego, gdzie przyjął ich Kamieniew, który wyznaczył Mołotowa, aby towarzyszył im w drodze do Pałacu. Ruszyli więc w asyście ociężałego Mołotowa Prospektem Newskim, śpiewając Marsyliankę, dopóki nie zatrzymał ich czerwony posterunek przed Dworcem Kazańskim.

Według Johna Reeda, który zanotował tę wymianę zdań, burmistrz zażądał, aby czerwonogwardziści pozwolili im przejść albo otworzyli ogień do nieuzbrojonych obywateli.

– Nie, nie będziemy strzelać do nieuzbrojonych obywateli rosyjskich – odparł dowódca posterunku.

– Pójdziemy więc dalej! I co zrobicie? – zapytali Prokopowicz i Szrajder. – Co zrobicie?

– Nie możemy was przepuścić – odpowiedział żołnierz. – Coś zrobimy.

Nagle roześmiany marynarz wpadł na pomysł.

– Spierzemy was! – ryknął, niwecząc aurę dostojeństwa, która otaczała parlamentariuszy. – Spierzemy was!

Próba ocalenia zakończyła się rubasznymi żartami, ale Pałac nadal się trzymał, chociaż obrońcy zdążyli się już upić w doskonałej carskiej piwnicy z winem. Tymczasem samochody przejeżdżały przez most, tramwaje turkotały po ulicach, a tego wieczoru Szalapin śpiewał w Don Carlosie w Domu Ludowym. „Cały świat zdawał się spacerować Newskim”. Kieszonkowcy, którzy jak szczury na okręcie albo kanarki w kopalni są miernikiem grożącego niebezpieczeństwa, wciąż włóczyli się po Prospekcie. „Na ulicach – wspominał Sagiraszwili – roiło się od wszelkiego rodzaju hałastry”.

Wreszcie, o 21.40, Aurora wystrzeliła ślepym pociskiem: był to sygnał do szturmu. W Pałacu Zimowym kobiety z batalionu uderzeniowego tak się przestraszyły huku wystrzału, że wiele z nich doznało szoku i trzeba je było uspokajać. Przed Pałacem bolszewiccy dowódcy, Podwojski i Władimir Antonow-Owsiejenko, których Lenin chciał rozstrzelać za nieudolność, zgromadzili przeważające siły.

Artylerzyści z twierdzy Pietropawłowskiej zdołali wystrzelić trzy tuziny sześciocalowych pocisków. Tylko dwa trafiły w Pałac, ale to wystarczyło, by wywołać panikę wśród obrońców. Samochody pancerne posiekały ściany ogniem z karabinów maszynowych, a niewielkie grupki marynarzy i czerwonogwardzistów odkryły, że Pałac nie tylko nie jest broniony, ale drzwi nie są zaryglowane. „Atak – przyznał Antonow-Owsiejenko – miał całkowicie bezładny charakter”. Około drugiej w nocy weszli do środka i zaczęli torować sobie drogę przez pokoje.

W sali kandelabrowej Smolnego, przesiąkniętej „gryzącym błękitnym dymem” i „duszącym odorem niemytych ludzkich ciał”, nie można było dłużej odwlekać otwarcia Zjazdu, zdominowanego (by posłużyć się słowami Suchanowa) przez „nieokrzesanych [...] ciemnych prowincjuszy”. Ale ministrowie Kierenskiego wciąż formalnie rządzili w Pałacu, więc Lenin nie mógł wystąpić. Kiedy Martow i mienszewicy zaatakowali Lenina za „szalony i zbrodniczy czyn”, Trocki „z chudą, wyrazistą twarzą, iście mefistofelesowską w swojej złośliwej ironii”, dał im druzgocącą odprawę:

– Jesteście żałosnymi bankrutami! Idźcie tam, gdzie wasze miejsce. Na śmietnik historii!

– Zatem wychodzimy – odparł Martow. Mienszewicy potulnie wyszli z sali – i przeszli do historii: już nigdy nie wrócili do władzy. Sagiraszwili, mienszewik, który „nie zgadzał się z bojkotem”, błąkał się przygnębiony korytarzami Smolnego, dopóki „Stalin nie położył ręki na moim ramieniu w niezwykle przyjacielski sposób i nie zaczął ze mną rozmawiać po gruzińsku”, próbując go przeciągnąć na stronę bolszewików. Sagiraszwili odmówił, ale niektórzy dawni mienszewicy pokroju Wyszynskiego stali się później najbardziej lojalnymi wasalami Stalina[*182].

Łoskot ciężkich dział wreszcie przepłoszył poszukiwaczy mocnych wrażeń, spacerujących po bulwarach i mostach przed Pałacem. „Nawet prostytutki – zanotował Sagiraszwili – zniknęły z Prospektu Newskiego, gdzie wcześniej krążyły jak ptaki”.

Ministrowie Kierenskiego przy obciągniętym zielonym suknem stole w złotej i malachitowej sali z karmazynowymi brokatowymi draperiami, gdzie Mikołaj II i jego rodzina zasiadali do posiłków przed 1905 rokiem, wciąż debatowali, kogo mianować „dyktatorem”. Nagle dali spokój tej szaradzie i postanowili skapitulować.

I w tym momencie otworzyły się drzwi.”

Źródło: Młody Stalin - Simon Sebag Montefiore - isbn:978-83-65257-21-5



tagi: bolszewicy  rewolucja październikowa 

telok
26 listopada 2017 10:51
4     716    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @telok
26 listopada 2017 15:04

Bardzo ciekawe. Wręcz fascynujące. Ale autor pochodzi z rodziny sefardyjskich Żydów milionerów skumanych z Rothschildami. Więc zastanawiam się, na ile Brytyjczyk może napisać coś wiarygodnego o rewolucji październikowej i o Stalinie po tylu latach. Stalin zresztą pracował w Batumi w jakiejś fabryce należącej do Rothschildów i robił tam "strajki".

zaloguj się by móc komentować

telok @telok
26 listopada 2017 16:09

No zasadniczo to tylko temperament narratora nadaje smaczku opowieści, bo fakty się zgadzają. No, a czy żyd sefardyjski jest mniej wiarygodny od aszkenazyjskiego?

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @pink-panther 26 listopada 2017 15:04
27 listopada 2017 19:41

To jest tak fascynujące jak "Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem" (Ten Days that Shook the World) Johna Reeda. Ten sam styl i chyba ta sama rodzina tłumaczy na polski.

zaloguj się by móc komentować

telok @Starybelf 27 listopada 2017 19:41
1 grudnia 2017 17:03

Ja bym jednak porosił by do komunisty mnie nie równać.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować